PROLOG
Biegłam sama przez las, uciekając przed bestią. Błądziłam w ciemności
pośród drzew w panicznym strachu. Potknęłam się o wystający korzeń i złapałam
się za kolano. Zapach krwi momentalnie uderzył mnie w nozdrza. Zwijałam się z
bólu, ale jakimś cudem udało mi się wstać, akurat w momencie, gdy zauważyłam za
sobą parę świecących oczu. Ruszyłam, kulejąc, w stronę jeziora, starając się
jednocześnie zatamować krwawienie urwanym kawałkiem koszuli. W tym momencie
poczułam jak moja skóra na plecach zostaje brutalnie rozerwana przez coś
przypominającego szpony. Ponownie przewróciłam się, ale nie byłam już w stanie
się podnieść. Odczuwałam tylko spływającą wzdłuż kręgosłupa krew i paraliżujące
uczucie bólu. Bałam się tak, jak jeszcze nigdy nie było mi dane się bać. Kilka
sekund później coś złapało mnie za nogawkę i zaczęło ciągnąć w głąb lasu. Na
kostce czułam gorący, charczący oddech. Ból stawał się coraz słabszy, ale
zupełnie nie wiedziałam dlaczego. Chciałam żeby to wszystko już się skończyło.
Złapałam coś dłonią. Kamień. Rzuciłam go w stronę przeciwnika najmocniej jak
tylko potrafiłam. W odpowiedzi usłyszałam skomlenie, a na mojej nagiej skórze
łydki pojawiły się krople gorącej krwi, spływające z nosa bestii. Wtedy
otworzyłam oczy.
Rozdział 1
Kate
Biiip!
Biiiip! Biiiiip!
Zadrżałam,
słysząc głośny dźwięk budzika, który wyrwał mnie z sennego koszmaru i poniekąd
byłam mu za to bardzo wdzięczna. Przetarłam oczy i wstałam z łóżka, odruchowo
sięgając bo mój puszysty, kolorowy szlafrok.
Był
22 czerwca, zakończenie roku szkolnego. Tego dnia miałam opuścić mury gimnazjum
na dobre i wkroczyć w życie licealistki. Spojrzałam na ścianę, na której wisiały klasowe zdjęcia z trzech
lat. Pod spodem przyklejona była kartka z wykaligrafowanym Katherine Williamson
oraz wynikami z egzaminu końcowego. Po drodze do kuchni odwiedziłam łazienkę.
Zeszłam po schodach i moim oczom ukazała się moja babcia, stojąca przy
kuchence, w fartuchu i łopatką do smażenia w dłoni.
-Usiądź,
kochanie- powiedziała i wskazała mi krzesło.
Popatrzyła
na mnie tym swoim babcinym wzrokiem, spod tych swoich wielkich okularów z
grubymi szkłami. Nie mogłam się nie uśmiechnąć. Odpowiedziała mi tym samym i
nałożyła mi dwa całkiem spore naleśniki. Tylko one mogły sprawić, że wspomnienie
zakończeniu szkoły mogło być mniej przerażające.
Pochłonęłam
wszystko, podziękowałam i pobiegłam na wyższe piętro, na którym znajdował się
mój pokój. Weszłam do niego i spojrzałam na ciepłe jeszcze łóżko.
Próbując
oprzeć się pokusie, by choć na moment poczuć na skórze zniewalający dotyk
nagrzanej kołdry, odeszłam na drugi koniec pokoju i zaczęłam naciągać na nogi
przygotowane wcześniej rajstopy.
Za
pół godziny miał przyjechać po mnie Tommy.
Tommy
od dłuższego czasu był moim chłopakiem, ale podobał mi się już dawno temu.
Przyjaźniliśmy się od czasów podstawówki i to z nim mam najwięcej pozytywnych
wspomnień. Chodził do równoległej klasy, a nasi rodzice pracowali razem.
Wychodząc
spakowałam jeszcze trochę pieniędzy, wiedząc, że Tommy na pewno zabierze mnie gdzieś,
choć zwykle jest to kawiarnia. Zawsze tak się kończyły nasze wspólne wycieczki.
Ubrana
już w koszulę i ołówkową spódnicę oraz wysokie szare szpilki, wyszłam z domu,
trzaskając z przyzwyczajenia drzwiami. Weszłam do auta mego luby i razem udaliśmy
się do szkoły.
Rozdział 2
Kate
Zakończenie roku było wspaniałe.
Uczucia, które towarzyszyły przy rozstaniu z klasą były nieco dziwne, ale nie
mieliśmy zamiaru urywać kontaktów. Później, tak jak się spodziewałam,
Tommy zaprosił mnie do kawiarni, gdzie spędziliśmy kilka godzin na próbowaniu
różnych ciast i deserów.
Kiedy już wyszliśmy, powoli
kierowaliśmy się w stronę parku. Idąć promenadą drzew, rozglądałam się dookoła,
obserwując zielone liście, kwiaty i skaczące z miejsca na miejsce wiewiórki. Chwilę
później dostrzegłam dużego, szarego psa i w tym momencie poczułam obrzydzenie.
Był cały zakrwawiony i wyglądem nieco przypominał wilka. Gdy tylko poczułam
zmieszany odór krwi i mokrej sierści, szturchnęłam Tommiego, lecz wtedy zwierzę
szybko uciekło w ciemne zakamarki kamienic.
Spacerowaliśmy przez jakiś czas,
a ja pomału robiłam się głodna.
-Może pójdziemy coś zjeść?
Zrobiłem się trochę głodny- wypalił nagle Tommy, a ja w duchu ucieszyłam się,
że mamy tak zsynchronizowane żołądki.
-Nie mam nic przeciwko.-
Uśmiechnęłam się szeroko, a mój chłopak to odwzajemnił. Wolnym krokiem udaliśmy
się w stronę pizzerii.
Zjedliśmy, rozmawiając o sprawach
zwykłych nastolatków. Tego było mi trzeba.
Gdy już wyszliśmy, trzymając się za
ręcę, udaliśmy się w stronę auta. Zazwyczaj gdy idzie się tak z ukochaną osobą,
zapomina się o troskach życia codziennego. Ale to właśnie teraz przez moją
głowę przelatywały miliony myśli. Głównie o zakrwawionym psie, który przeszywał
mnie swoim zimnym spojrzeniem niebieskich oczu.
I nagle stało się. Ogarnęło mnie silne
uczucie Déjà vu. Pies wyłonił się zza budynku i rzucił się biegiem w moim
kierunku. Tommy szybko odwrócił się, zgarbił i ustawił w pozycji bojowej.
Krzyknęłam głośno i w tej samej chwili chłopak skoczył, w powietrzu zmieniając
się w ogromnego, niemalże czarnego, wilka.
Serce mi na chwilę stanęło i widok chłopaka
w wilczej skórze sparaliżował mnie. Widziałam jak chwyta mniejszego i znacznie
słabszego przeciwnika za gardło i zaczyna nim szarpać.
Krzyknęłam głośno, wyrywając się z
otępienia, gdy zobaczyłam dużą ilość krwi, wypływającą z karku szarego wroga.
Tommy, nie chcąc zabić nieprzyjaciela,
puścił go i szybko podbiegł do mnie, wystawiając kły i warcząc głośno. Razem
obserwowaliśmy uciekającego w popłochu, skomlącego zwierzaka.
Rozdział 3
Kate
-Tommy ? -odezwałam się drżącym
głosem.- Chyba zapomniałeś mi o czymś powiedzieć- dodałam i błyskawicznie
zemdlałam.
Obudziłam się cała i zdrowa we własnym
łóżku, opatulona kołdrą, o której zeszłego poranka marzyłam. Fala wspomnień z
minionego wieczoru powróciła niczym bumerang.
Przez cały czas byłaś z wilkołakiem.
Całowałaś wilkołaka. Pragnęłaś wilkołaka. Chciałaś dotykać wilkołaka. Kochałaś
wilkołaka.
Przez moją głowę przebiegały miliony
myśli. Każda na ten sam temat. Ale swoją drogą taka właśnie była prawda.
Chciałam go w każdym calu jego nieskazitelnej skóry- zawsze ciepłej i
przyjemniej. Lecz teraz miałam wrażenie, że dawne poczucie bezpieczeństwa
gdzieś się ulotniło.
Wyczołgałam się z łóżka i wolnym
krokiem udałam się do łazienki.
-Dziewczyno, spójrz jak ty wyglądasz-
wyszeptałam do siebie .
Moje włosy przypominały gniazdo
jakiegoś niezidentyfikowanego ptaka, worki pod oczami zdradzały niewyspanie.
Miałam też rozmazany makijaż. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i ubrałam się
w luźną bluzę i jeansy. Zeszłam na dół zdziwiona nieobecnością Norah, naszej
sprzątaczki. Rzadko kiedy zdarzało się, że byłam sama w domu.
Na pierwszym piętrze usłyszałam kroki i
przestraszyłam się. Szybko chwyciłam kij baseballowy, leżący nieopodal.
Nieproszony gość zbiegł po schodach, a
ja zaczaiłam się na niego za ścianą. Gdy tylko byłam pewna, że dzielą mnie od
niego co najwyżej dwa kroki, wyskoczyłam i uderzyłam przeciwnika z całej siły.
***
-Co ty tu robisz do cholery ?!
-krzyknęłam upuszczając kij.
-Po tym co się wczoraj wydarzyło,
muszę cię chronić. Valenci nie odpuszczą tak szybko- powiedział Tommy ze
skrzywioną miną, jednocześnie masując bark, w który go przed chwilą uderzyłam.
-Jak się tu dostałeś?- zapytałam,
gdy już trochę ochłonęłam. Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam kawałek szynki,
kątem oka obserwując reakcję chłopaka, ale ten pozostawał niewzruszony.
-Bardzo ładnie poprosiłem twoją
babcię, żeby pozwoliła mi się tobą zaopiekować. Opowiedziałem jej o wszystkim i
nie miała nic przeciwko. Nawet nalegała. –Uśmiechnął się do mnie, poczym wyjął
z chlebaka dwie bułki i posmarował je masłem. Dopiero po chwili dotarło do mnie
to co powiedział.
-Opowiedziałeś mojej babci?! Czyś
ty oszalał?! –wykrzyknęłam i usiadłam z otwartą buzią na stołku, wciąż jeszcze
trzymając w dłoni mięso. Nie sądziłam, że mógłby być aż tak nierozważny. Co on
sobie myślał? Skoro kobieta zgodziła się wrócić do domu, to musiała uwierzyć w
jego słowa. Zupełnie brakowało tu sensu.
-Kochanie, twoja babcia zna moją
rodzinę od samego początku. Wie o wilkołakach więcej niż mogłabyś pomyśleć.
-Tym bardziej! Mogła dostać
zawału! –wciąż krzyczałam, ale mój ton wydawał się bardziej opanowany niż na
początku. –I kim do cholery są Valenci?
Dawno nie byłam tak zdenerwowana.
Położyłam szynkę obok bułek, wymyłam ręce i usiadłam ponownie, obserwując jak
Tommy robi mi kanapki.
-Wiele lat temu, moi rodzice zostali
przemienieni w wilkołaki. Był to okres, kiedy naszej populacji zagrażało
wyginięcie i Alfy z każdej watahy bez zastanowienia zmieniały ludzi na szeroką
skalę. W ciągu jednej pełni około 12 osób zostawało wilkami. Mama i tata byli
jednymi z nich, ja już się taki urodziłem. Valenci to jedna z watah, ale są na
szczęście dużo słabsi i mniej liczebni. Wiedzą że jesteś dla mnie ważna,
dlatego chcą cię dla siebie. Jeśli nie zdołam cię ochronić, zostaniesz
zmieniona przez nich i zobowiązana im służyć. Najprawdopodobniej i tak dojdzie
do rytuału, ale nie z ich ręki. Alfa naszej watahy nie pozwoli mi na dłuższą
metę dbać o ciebie. Jeśli rozkaże cię przemienić, nie będę miał na to wpływu. A
za dużo o nas wiesz, żeby pozwolić ci dołączyć do Valentów. W skrócie: teraz
mieszkam z tobą i muszę ci pomagać.- Uśmiechnął się szeroko i dał mi całusa w
policzek.
Mimo że tak się naprodukował,
jakoś nie miałam ochoty zostać wilkołakiem. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że
nie będę musiała.
Rozdział 4
Tommy
Byłem zupełnie rozkojarzony. Nie
mogłem się na niczym skupić i starałem się sprawiać wrażenie opanowanego, gdy w
rzeczywistości panikowałem. Cała ta sytuacja z Valentami mnie przerastała. Nie
wiedziałem co robić i jak się zachować. Chciałem pocieszać Kate, ale to ja
potrzebowałem pocieszenia. Ona nie rozumiała powagi sytuacji, a ja wciąż nie
wiedziałem jak jej uświadomić, że jest w niebezpieczeństwie.
Gdy już wiedziałem, że zapadła w
głęboki sen poszedłem do lasu, gdzie się zmieniłem. Valenci jeszcze nie
zaatakują. Nie mają planu, więc mogłem zostawić dziewczynę samą na kilka
godzin. Udałem się nad jezioro, gdzie powoli zanurzyłem łapy w letniej wodzie,
a po chwili byłem już cały w wodzie. Przez długi czas wyobrażałem sobie co by
było, gdyby Kate nie była zagrożona. Robiłem sobie wyrzuty, że to moja wina.
Przeze mnie moja dziewczyna będzie musiała porzucić człowieczeństwo dla dobra
watahy.
Wyszedłem z wody i otrzepałem
się, czując burczenie w brzuchu. Wytężam węch w poszukiwaniu zwierzyny, ale nic
nie zwraca mojej uwagi. Czuję tylko stęchły zapach jeziora i lasu. Zawróciłem w
stronę domu Kate i potruchtałem spokojnie do celu.
Zmieniłem się z powrotem w
człowieka i założyłem porzucone wcześniej ubrania. Ogarnęło mnie zdziwienie
pomieszane z panicznym strachem, gdy zobaczyłem uchylone drzwi.
Zamykałem je. Jestem tego pewny.
Zamknąłem je na klucz. –Momentalnie zbladłem i złapałem się za głowę.
Popchnąłem je i wbiegłem na górę, wprost do pokoju Kate,
ale nie zastałem jej tam. Nie było jej też w toalecie, kuchni ani w salonie.
Dom był pusty.
Rozdział 5
Kate
Tommy myślał, że śpię. Widziałam
jak wychodzi z domu i zmienia się w wilka, porzucając za sobą tylko niewielką
stertę ubrań. Pobiegł w las, zostawiając mnie samą, widocznie zagrożenie nie
jest aż takie poważne. Korzystając z jego nieobecności zadzwoniłam do Hayley,
mojej najlepszej przyjaciółki. Mimo późnej godziny odebrała.
-Co chcesz? –zapytała sennym
głosem, ledwo kontaktując.
-Hay, błagam, mogę do ciebie
wpaść? Wiem że jest północ, ale…
-Byle szybko –odpowiedziała,
przerywając mi wpół zdania i rozłączając się.
Ubrałam byle jaki dres i wyszłam
z domu, zostawiając otwarte drzwi.
Hayley mieszkała kilka domów
dalej, więc droga zajęła mi zaledwie kilka minut piechotą. Zapukałam lekko w
okno jej pokoju, a po chwili siedziałam już na łóżku. Opowiedziałam jej
wszystko ze szczegółami. Hay była jedyną osobą poza Tommym, której mogłam się
zwierzyć. Chyba nie do końca mi uwierzyła, ale widać było, że stara się
zrozumieć. Nie mogłam dłużej znieść presji jaką wywierał na mnie mój chłopak.
Hayley wstała i przytuliła mnie mocno. Wtedy emocje wzięły górę i rozpłakałam
się jak małe dziecko.
-Nie chcę być wilkołakiem. Nie
chcę… -szlochałam w jej piżamę. –To zupełnie bez sensu.
-Kochanie, spokojnie. Jakoś sobie
poradzimy. Ale powinnaś wracać już do domu. Tommy pewnie się niepokoi.
Przytuliła mnie jeszcze mocniej.
-Dobranoc Hay.
-Dobranoc Kat.
Wyszłam przez okno na trawnik i
posłałam przyjaciółce jeszcze jedno spojrzenie. Pomachałam jej, ocierając łzy i
potruchtałam do domu. Czułam na polikach powiew chłodnego, czerwcowego wiatru.
Zanosiło się na deszcz.
Gdy stałam już przed domem,
zatrzymałam się na chwilę. Ubrań zostawionych przez Tommiego już nie było.
Wrócił.
Chwyciłam klamkę i przekręciłam,
ale drzwi pozostawały zamknięte.
Cholera –pomyślałam i moją uwagę
zwróciło otwarte okno, które zostawiłam przed wyjściem. Podeszłam do rynny
idącej obok okna i pociągnęłam, sprawdzając jej stabilność. Byłam pewna, że
utrzyma mój ciężar. Przypomniało mi się jak w dzieciństwie wdrapywałam się na o
wiele wyższe drzewa, więc nie powinnam mieć problemu z wejściem po rurze.
Przylgnęłam do niej całym ciałem i rozpoczęłam wspinanie się. W połowie drogi
spojrzałam w dół i zakręciło mi się w głowie. Jak zwykle coś musiało pójść nie
tak. Rozproszona puściłam się rynny i jedyne co pamiętam, to przestraszone
spojrzenie Tommiego, wyglądającego z okna.
Rozdział 6
Kate
Otworzyłam oczy. Leżałam na
zielonej łące pośród wysokiej trawy. Miałam na sobie białą , zwiewną sukienkę z
drobnymi , czerwonymi różyczkami. Wstałam. Letni wiatr delikatnie pieścił moje
nagie łydki. Obróciłam się, szukając wzrokiem czegoś mi znajomego. Czułam się
zupełnie inaczej niż zwykle. Byłam wilkołakiem. Wyraźnie odczuwałam każdy
bodziec. Moje zmysły były wyostrzone, co sprawiło, że szum wiatru był jeszcze
przyjemniejszy. Tańczyłam w słońcu, które muskało moją wrażliwą skórę
promieniami.
-Katherine... - szepnął ktoś w
oddali.
Odwróciłam głowę w stronę
dochodzącego głosu. Jednak nie zauważyłam nic podejrzanego.
-Katherine... - usłyszałam szept
po raz kolejny. Nie zaniepokoiło mnie to w ogóle. Moje długie do ramion
rudo-brązowe włosy powiewały na wietrze.
-Katherine...- teraz stawało się
to dziwne. Nagle wzleciałam w górę, ale moje ciało nadal pozostawało na ziemi.
Miałam wrażenie, ze wyrwałam się spod jakiegoś uroku. Obserwowałam wszystko z
góry. Nie miałam kontroli nad własnym ciałem. Wszystko działo się bardzo
szybko.
Zza horyzontu wyłonił się Tommy.
Złapał mnie, a raczej moje ciało, i wziął na ręce. W mgnieniu oka biegliśmy w stronę
gdzie panowała zupełna ciemność. Przekroczyliśmy granicę i zza drzew wyskoczyło
stado śliniących się wilków.
-Tommy! - próbowałam krzyknąć,
ale miałam ściśniętą krtań. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
Czułam się jakbym oglądała
film, jednocześnie przeżywając wszystko tak, jakby to działo się na prawdę.
Chwilę później Tommy puścił mnie i przekoziołkowałam po drodze z ostrych
kamieni. Poczułam ból, jakby ktoś rzucił mnie na potłuczone szkło.
Nie mogłam jednak nic
zrobić. Wilki rzuciły się na Tommiego i rozrywały go na strzępy. Krew tryskała
dookoła. Miałam ją na sukience, we włosach, wszędzie.
Mój mózg sprawiał wrażenie
gotowego do eksplozji.
Po chłopaku została tylko kałuża
krwi. Moje ciało skoczyło do niej i zanurzyło tam ręce.
To nie mogłam być ja. To był
zupełnie ktoś inny. Ktoś kto pragnął śmierci Tommiego.
Dziewczyna pluskała się w
czerwonej cieczy. Wcierała ją w twarz, dekolt, ręce… Śmiała się. Nie
mogłam na to patrzeć.
-Przestań! Przestań to robić ty
krowo! -Tym razem udało mi się krzyknąć, i to całkiem głośno.
Odwróciła głowę w moją stronę i
rzuciła mi przerażające spojrzenie. Wyciągnęła ręce i ściągnęła na ziemię to,
co zostało ze mnie.
-Jesteś mną -odezwała się po
kilku sekundach lustrowania mnie. -Jesteś częścią mnie. Nie ukryjesz tego co w
tobie siedzi- powiedziała, po czym wciągnęła mnie jak odkurzacz.
I wtedy przełamałam senną
barierę. Otworzyłam oczy. Przerażona usiadłam nagle na łóżku i krzyknęłam
głośno.
Rozdział 7
Tommy
Wciąż nie mogłem się otrząsnąć po
tym co się stało. Nie docierało do mnie też to, co powiedział Alfa.
W moim interesie jest ochrona watahy, nie twojej dziewczyny. Albo ją
zabijemy, albo przemienimy. Ta decyzja należy do ciebie.
Jego słowa rozbrzmiewały mi w
głowie niczym dzwon kościelny. Złość zmieszała się z paniką. Miałem ochotę coś
uderzyć lub rozszarpać. Nic mądrego nie przychodziło mi do głowy. Wtedy
usłyszałem jej krzyk.
-O rany, Tommy! – krzyknęła i
wyskoczyła z łóżka niczym torpeda. Nim się obejrzałem ona już siedziała mi na
kolanach i przytulała. –Miałam taki straszny sen –powiedziała i rozejrzała się
wokół. –Co ja robię w szpitalu?
-Kochanie... –wyszeptałem. -Nic
nie pamiętasz?
-Pamiętam... –powiedziała równie
cicho. Skupiła się i powiedziała po chwili -Wchodziłam po rynnie... I zobaczyłam
cię w oknie. Chyba puściłam się... I
spadłam.
Odetchnąłem z ulgą.
-Tak, spadłaś. Jak dobrze, że
pamiętasz. Nie miałaś żadnych poważniejszych obrażeń, ale byłaś w śpiączce...-
ostatnie słowo powiedziałem ze szczególnym naciskiem.
-Ile? - przełknęła głośno ślinę
-Pięć dni- odpowiedziałem i
głęboko spojrzałem jej w oczy. -Dziś jest pełnia. Muszą cię wypuścić.
Kate
Zrobiło mi się słabo. Doskonale
wiedziałam co znaczą te słowa. To mój ostatni dzień bycia człowiekiem. Nie była
na to gotowa. To
niemożliwe. To wszystko się
działo zbyt szybko. Świat wirował mi przed oczami.
-Tommy -powiedziałam. –Nie jestem
jeszcze przygotowana.
Chłopak przytulił mnie mocno do
siebie.
-Wiem –szepnął. –Ale to nie moja
decyzja.
Nie mogłam mu spojrzeć w oczy.
Nie mogłam w ogóle na niego patrzeć.
Wstałam z jego kolan i weszłam do
niewygodnego, białego łóżka.
Obróciłam się plecami do Tommiego
i zamknęłam oczy.
Wiedziałam, że nie uda mi się
tego uniknąć. Choćbym posiadała nie wiadomo jakie moce nadprzyrodzone, nie da
się.
Przez chwilę rozmyślałam nad tym
wszystkim. Niedługo później zasnęłam.
Rozdział 8
Tommy
Gdy tylko Kate się obudziła,
opowiedziałem jej zarys planu. Założenie było takie, że pójdziemy na spacer
jako zakochana para i po prostu wymkniemy się ze szpitala. To jedyne co
przyszło mi do głowy. Dziewczyna ubrała się pospiesznie i razem wyszliśmy z
sali.
Ale czy ja aby na pewno tego
chcę? Właściwie to nie. Będzie mi brakowało słodkawego zapachu Kate, który
unosił się za nią, niczym łagodna, niewidzialna chmurka. Będzie mi brakowało
spędzonych razem nocy w namiocie i tego jak jej palce muskały mój tors. Nic już
nigdy nie pozostanie takie same. Zostaniemy parą złożoną z dwóch wilków i nie
będzie możliwości posiadania przed sobą jakichkolwiek tajemnic. Nigdy i tak ich
przed nią nie miałem, ale ona bez wątpienia o wielu drobnostkach mi nie mówiła.
Wilkołaczy związek nie dopuszcza kłamstw czy innych takich. Są dwa ciała
zespolone w jedną całość. Niczym dwie komórki. Niestety nie mamy na to wpływu.
Nie liczę się ja, ale moja miłość do niej i jestem w stanie oddać za nią życie,
jeżeli tylko jej to pomoże.
Gdy szliśmy tak razem, trzymając
się za ręce, byłem ostrożniejszy niż miałem być. Czułem że ta idiotyczna
strategia, którą obraliśmy z Kate nie przyniesie pożądanych rezultatów, a tylko
narobimy zamieszania.
-Kate, to nie jest najlepszy plan- wyrzuciłem to w końcu z siebie.- Chodź, mam lepszy pomysł.- Pociągnąłem ją za rękę w kierunku recepcji, ale ona nie zamierzała rezygnować z zaakceptowanej już wcześniej procedury.
-No chyba żartujesz - westchnęła,
ale ja już wiedziałem jak to dokładnie zaaranżować. Przewróciła tymi swoimi
dużymi, miedziano-brązowymi oczami z zieloną otoczką wokół źrenicy tak słodko,
że aż się uśmiechnąłem.
-Zaufaj mi - rzuciłem na tyle
cicho, żeby tylko ona to usłyszała. Nie miała pojęcia co chcę zrobić, a ja
byłem na siebie zły, że od razu na to nie wpadłem.
Wskazałem mojej partnerce
krzesło, a sam udałem się na rozmowę z lekarzem. Stanąłem przed drzwiami z
plakietką "Dr Adam Deryl" i zapukałem w drzwi, po czym usłyszałem
donośne "Proszę!". Z niewielkim wahaniem nacisnąłem klamkę, co
najwyraźniej było dość zauważalne, bo lekarz wstał i powiedział:
-Proszę się nie wstydzić.- Jego
uśmiech był szeroki i nieco przeraźliwy, ale całą swoją siłą woli starałem się
tego nie okazywać.- Co pana do mnie sprowadza?
-Jestem chłopakiem Kate
Williamson -zacząłem pomału i wyraźnie, jakbym bał się, że doktor opacznie
zrozumie moje słowa.- Nazywam się Thomas Georgen i chciałbym zadać kilka pytań.
-Uśmiechnąłem się zupełnie bez emocji. Bałem się jego reakcji na moją
prośbę.
Ciężko było nie patrzeć na jego
duży, obwisły brzuch, grube okulary i siwy wąs. Przypomniałem sobie moją
ostatnią wizytę u lekarza ponad 6 lat temu. Wilki z reguły nie chorują często,
ale średnio raz na pięć lat występuje ciężka i przewlekła grypa, którą bardzo
trudno wyleczyć.
-Nie wiem czy zdołamy cokolwiek zrobić -przypomniałem sobie słowa lekarza nadzorującego moją chorobę, który wyglądał jakby sam był chory. -Jego stan nie ulega poprawie już od ponad tygodnia, a powikłania są naprawdę poważne. Powinni państwo się przygotować na najgorsze. -Moja matka zaszlochała na wieść, że niedługo umrę. Wiedziała, że niełatwo jest zabić wilkołaka grypą, ale musiała zachowywać się jak przeciętna matka martwiąca się o syna, a do lekarza zabrała mnie tylko i wyłącznie dlatego, bo musiałem wyzdrowieć dużo szybciej niż zwykle.
-No więc słucham- doktor wyrwał mnie brutalnie z mojej retrospekcji, za co swoją drogą mu byłem wdzięczny. Nie lubię niemiłych wspomnień takich jak to . Co innego te lepsze- pierwszy pocałunek z Kate, pierwsze polowanie z watahą w pełnym składzie.
-Chciałbym porozmawiać o wypisie Kate ze szpitala.
Rozdział 9
Tommy
-Przykro mi, ale nie mogę rozmawiać
o takich rzeczach z osobą, która nie jest w żaden sposób spowinowacona z
pacjentką- burknął lekarz. Nie chciał po dobroci, więc musiałem zastosować
bardziej drastyczne środki. Podszedłem do mężczyzny i spojrzałem mu w oczy,
próbując sobie jednocześnie przypomnieć jak dokładnie stosowało się hipnozę.
Ostatnim razem, gdy to stosowałem, byłem małym grzdylem i robiłem to raczej dla
śmiechu, a teraz sytuacja była poważniejsza.
-Proszę posłuchać - ściszyłem głos niemalże do szeptu i
świdrowałem go hipnotycznym spojrzeniem.
Wszedłem za stery jego mózgu.-Kate jeszcze dziś dostanie wypis i nie potrwa to więcej niż 15 minut. Zrobisz wszystko co w twojej mocy, żeby tak się stało. Gdy pstryknę palcami obudzisz się z transu- powiedziałem w pełnym skupieniu i wycofałem się do drzwi. Pstryknąłem palcami i uśmiechnąłem się na dźwięk głośnego chrząknięcia doktora, który spojrzał na mnie pytająco.
Wszedłem za stery jego mózgu.-Kate jeszcze dziś dostanie wypis i nie potrwa to więcej niż 15 minut. Zrobisz wszystko co w twojej mocy, żeby tak się stało. Gdy pstryknę palcami obudzisz się z transu- powiedziałem w pełnym skupieniu i wycofałem się do drzwi. Pstryknąłem palcami i uśmiechnąłem się na dźwięk głośnego chrząknięcia doktora, który spojrzał na mnie pytająco.
-O Kate mogę panu tylko powiedzieć, że właśnie byłem w
trakcie drukowania wypisu.-Sięgnął po plik kartek z biurka i uśmiechnął się
niepewnie, a ja miałem już całkowitą pewność co do skuteczności hipnozy.-Za
piętnaście minut przyniosę dokumenty.
Odpowiedziałem mu szerokim uśmiechem, podziękowałem i
wyszedłem z gabinetu, kierując pełne satysfakcji spojrzenie na moją wybrankę.
-Pakuj się, zaraz wracamy "do domu" -rzuciłem
wyraźnie akcentując cudzysłów. Po tych słowach złapałem dłoń ukochanej i
ruszyliśmy wespół zespół w stronę sali. Szybko wyłapałem pełne podziwu
spojrzenie Kate.- No powiedz to wreszcie.
-Jak ty to zrobiłeś, do diaska?! -wypaliła jak torpeda, ale
w sumie mnie to nie dziwiło. -Podobno wcześniej w ogóle nie chciał słyszeć o
wypisie!
-Wilkołacze zdolności często się przydają w życiu codziennym - szepnąłem jej do ucha, a następnie musnąłem je wargami . Uwielbiałem to robić i ona również nie wzbraniała się podczas tej pieszczoty.
Podeszliśmy do drzwi od pokoju, popchnąłem i puściłem Kate przodem jak nakazują zasady bycia dżentelmenem. Zostałem nagrodzony szerokim uśmiechem, co mnie w pełni zadowoliło i dałbym wszystko za jeszcze jeden taki widok. Natomiast moja partnerka chwyciła torbę i jednym zamaszystym ruchem wrzuciła tam zawartość szafki oraz wszystko co znajdowało się przy zlewie. Chwilę później trzymałem wypis w ręce. Kate dostała zalecenie odpoczynku przez kilka dni, ale wyraźnie to zignorowała. Podziękowaliśmy i wyszliśmy uśmiechnięci ze szpitala.
Jedyna myśl, która siedziała mi głęboko zakotwiczona w głowie to to , że ten wieczór się dopiero zaczyna...
-Wilkołacze zdolności często się przydają w życiu codziennym - szepnąłem jej do ucha, a następnie musnąłem je wargami . Uwielbiałem to robić i ona również nie wzbraniała się podczas tej pieszczoty.
Podeszliśmy do drzwi od pokoju, popchnąłem i puściłem Kate przodem jak nakazują zasady bycia dżentelmenem. Zostałem nagrodzony szerokim uśmiechem, co mnie w pełni zadowoliło i dałbym wszystko za jeszcze jeden taki widok. Natomiast moja partnerka chwyciła torbę i jednym zamaszystym ruchem wrzuciła tam zawartość szafki oraz wszystko co znajdowało się przy zlewie. Chwilę później trzymałem wypis w ręce. Kate dostała zalecenie odpoczynku przez kilka dni, ale wyraźnie to zignorowała. Podziękowaliśmy i wyszliśmy uśmiechnięci ze szpitala.
Jedyna myśl, która siedziała mi głęboko zakotwiczona w głowie to to , że ten wieczór się dopiero zaczyna...
Rozdział 10
Kate
W momencie przekroczenia progu
szpitala poczułam mdłości. Mocniej ścisnęłam rękę Tommy'ego. Spojrzał na mnie
pytająco, co sprawiło, że poczułam motylki w brzuchu. Wyglądało to naprawdę
uroczo. Jego cudne oczęta- zawsze radosne, lecz teraz pełne niepokoju. Nie
chciałam go martwić, ale wiedziałam, że moje samopoczucie jest w tej chwili
bardzo istotne. Gdybym zemdlała podczas rytuału, przemiana nie byłaby
możliwa.
-Trochę mi słabo- jęknęłam.
-Pewnie ze strachu.
Wydawało mi się trochę dziwne to,
że Tommy nigdy nie opowiadał mi o rytuale. Może dlatego, że nie pytałam? Jeśli
dlatego, to była to idealna sytuacja , żeby zapytać.
-Wszystko będzie dobrze. Jeśli
chcesz, to opowiem ci wszystko co wiem o przemianie- uśmiechnął się do mnie
ciepło, co ponownie poskutkowało uczuciem rozpływającego się serca.
Czy ten gość umie czytać w
myślach? -pomyślałam i przytaknęłam.
-Nie znam dokładnego planu
rytuału, bo widziałem w życiu tylko jeden, gdy miałem 6 lat- zaczął spokojnie-
ale wiem, że odbędzie się on na skraju lasu, w Jaskini Pradawnych. Pamiętam, że
moja mama przygotowywała jakieś dziwne wywary z ziółek. Nie mam pojęcia do
czego. Babcia opowiadała mi kiedyś, że istnieje przemiana duchowa i fizyczna,
która zawsze następuje jako pierwsza. To wszystko co jestem w stanie sobie
przypomnieć.
Na dobrą sprawę nie przybliżyło mi to prawie
wcale tego, co będzie się ze mną działo wieczorem. Ale mimo wszystko poczułam
jeszcze większe zniecierpliwienie, słysząc o przemianie fizycznej i duchowej.
Poczułam dreszcz przechodzący wzdłuż kręgosłupa i bardzo mocno przytuliłam
Tommy'ego. Chciałam tak stać w uścisku już zawsze. Bez żadnych obaw o inne
klany wilków, o swoje bezpieczeństwo, o bezpieczeństwo mojego ukochanego... Ale
miałam misję, którą musiałam ukończyć jeszcze dziś.
Rozdział 11
(Dom na skraju lasu)
Tommy
Otworzyłem drzwi od strony
kierowcy, wygramoliłem się z auta i szybko potruchtałem, żeby otworzyć drzwi
Kate, jak na dżentelmena przystało. Odpowiedziała mi uśmiechem, który w jej
wykonaniu jest niesamowicie zaraźliwy. Złapałem ją za rękę i zacząłem prowadzić
w stronę leśniczówki, leżącej bardzo niedaleko Jaskini Pradawnych. Swoją drogą
bardzo dużej i nowoczesnej, choć rzadko używanej. Ale miałem plany co do niej,
więc nikt nie chciał mi w nich przeszkadzać.
-To jakaś wilkołacza miejscówka
?- zapytała Kate, wskazując palcem na chatę. -Wygląda całkiem przytulnie.
Uśmiechnąłem się tylko w
odpowiedzi. Było kilka minut po szesnastej, co dodawało mi pewnego rodzaju
ukojenie. Do północy musimy odprawić rytuał, więc było jeszcze trochę czasu.
Oczywiście nie licząc tego, że cała akcja musi się odbyć na sporą chwilę przed
północą. Według moich obliczeń powinna to być godzina jedenasta dwadzieścia
siedem i ani minuty później.
Spojrzałem w kierunku dosyć
wysokiej góry, która skrywała Jaskinię Pradawnych. Kątem oka dostrzegłem
ciemno-brunatnego wilka, śledzącego mnie wzrokiem zza drzew.
Jamie- pomyślałem.
Jamie to najmłodszy wilk. Jego
rodzice zginęli pół roku temu w wypadku samochodowym. Nie pocieszała go myśl,
że wyszedł cało z polowań Valentów. Mój stryj postanowił zaadoptować Jamie'go.
Po wypadku całkiem się załamał stratą ostatnich członków rodziny i było to dla
niego bardzo pomocne. Gdy dowiedział się jak doszło do wypadku, nie mógł w
ogóle dojść do siebie. Bardzo cierpiał i
przemiana była najrozsądniejszym rozwiązaniem tego problemu. Dla
czternastolatka był to wielki szok, ale wspólnie pomogliśmy mu w pełni odzyskać
siły. Od momentu rytuału, w którym niestety nie mogłem uczestniczyć, Jamie
pozostaje cały czas w postaci wilka, żeby nie myśleć o tragedii, która go
spotkała. Ma towarzystwo, ponieważ cała nasza wataha dzieli się na wilkołaki,
którzy wolą być wilkami i wilkołaki, które wolą być ludźmi.
-Kate -pociągnąłem delikatnie ukochaną.
-Chodź, oprowadzę cię.
Delikatnie ścisnęła moją dłoń i
razem podeszliśmy do drewnianych drzwi. Sięgnąłem do kieszeni po klucz,
wsadziłem go w zamek, przekręciłem i lekko pchnąłem. Momentalnie poczułem
zapach pieczonego królika, którego moja matka musiała wcześniej przygotować.
Kate zaciągnęła się głęboko
aromatem. Dostrzegłam w jej oczach błysk zadowolenia. Minimalnie uniosłem kącik
ust. Zamknąłem za sobą drzwi i pozwoliłem dziewczynie swobodnie obejrzeć dom, a
sam poszedłem do kuchni. Mama na piekarniku zostawiła karteczkę z napisem
"Smacznego! :)". Oderwałem ją i wyrzuciłem do śmieci.
Nagle TO usłyszałem. Przerażający
krzyk, który zapierał dech w piersiach, a co najgorsze- to był wrzask Kate.
Pognałem ile sił w nogach przez
dom, w kierunku łazienki, z której wydobywał się głos. Rzuciłem się na drzwi i
wyważyłem je kopniakiem. Ujrzałem piszczącą i krzyczącą w niebogłosy Kate,
schowaną niemal w całości za czarnym, ogromnym i warczącym wilkiem.
-Sam! – wydarłem się na zwierze.-
Przestań! Wynocha!
On chyba nie miał zamiaru
słuchać, więc złapałem go mocno za skórę na karku, aż zaskomlał i zacząłem
ciągnąć go za drzwi. Wilkołak wierzgał łapami, wył i ślinił się, ale ja nie
mogłem dać za wygraną.
-Następnym razem nie będę taki
łagodny!- warknąłem do niego, gdy już udało mi się go wyciągnąć na zewnątrz.-
Oczekuję, że przeprosisz moją dziewczynę przy następnym spotkaniu.
Puściłem go i pozwoliłem mu uciec
w las. Obawiałem się jednak, że ich spotkanie odbędzie się, gdy Kate będzie już
zwierzęciem.
Rozdział 12
Tommy
Wolno zbliżaliśmy się do Jaskini
Pradawnych, gdzie najprawdopodobniej wszyscy byli już gotowi do rytuału,
czekali tylko na Kate. Rozglądałem się wokół w poszukiwaniu potencjalnego
niebezpieczeństwa lub Valentów. Sama myśl o nich przyprawiała mnie o mdłości,
więc jaka była moja uciecha, gdy nie zobaczyłem nic podejrzanego. Przed oczami
widziałem już wszystkie rzeczy, na które narażam swoją dziewczynę. Gdyby coś
jej się stało z mojej winy, nie zniósłbym tego. Poczułem, że Kate mocniej
ścisnęła mnie za rękę i odwzajemniłem to, bo sam niepokoiłem się całym
zamieszaniem z transformacją i uroczystością. Żołądek wywracał mi się na drugą
stronę i miałem wrażenie, że boję się bardziej od Kate. A gdy dreszcz strachu
przebiegł mi po plecach od razu wiedziałem, że za kilka sekund zobaczę grotę.
Wyłoniła się z lasu, oświetlając blaskiem pochodni wąską ścieżkę, prowadzącą do
jej wnętrza. Wszędzie leżały drewniane posążki Pradawnych, które symbolizowały
równowagę na świecie, a których widok wprawił mnie w rozdrażnienie, jeszcze
bardziej przypominając o tym, co wydarzy się za chwilę. Wśród nich znalazły się
między innymi Pradawna Matka Lasów oraz Pradawny Ojciec Mórz i Oceanów.
Weszliśmy do jaskini i momentalnie usłyszeliśmy głośne bębny, a chwilę później ujrzałem moją matkę- kapłankę, która modliła się do Wielkiej Wilczycy. Słysząc kroki poderwała się do góry. Mój wewnętrzny wilk czujnie obserwował otoczenie, by w każdej chwili móc zareagować. Zacisnąłem mocno zęby i oddałem dziewczynę w ręce reszty.
-Kate- powiedziała, lekko kiwając głową na przywitanie. Wskazała ręką na wielki, wyrzeźbiony głaz, który prawdopodobnie miał być czymś na wzór ołtarza.- Niech rytuał rozpocznie się!
W tym momencie bicie w bębny przybrało na sile, ludzie wyli, a wszyscy zgromadzeni wstali. Matka poprosiła Kate, by położyła się na kamieniu i papką z ziół namalowała jej na czole oraz brzuchu Znaki Księżyca, poczym w Pradawnym Języku Wilków rozpoczęła modlitwę. Wciąż pozostawałem w stanie gotowości, lecz wiedziałem, że teraz nic nie mogę już zrobić. Nie chciałem takiej przyszłości dla mojej dziewczyny. Zawsze sądziłem, że pobierzemy się i spędzimy resztę życia wśród gromady krzyczących bachorków. Nie spodziewałem się zupełnego zwrotu akcji.
Wszyscy tańczyli w rytmie, który wybijały bębny, a moja rodzicielka położyła ręce na znakach, unosząc głowę wysoko. Jej oczy nagle przybrały białą fosforyzującą barwę, a Kate dostała drgawek. Z rąk matki zaczęły wyrastać pazury i rozpoczęła się transformacja w wilka. W głowie zapaliła mi się czerwona lampka i już byłem gotowy do obrony, gdy to samo stało się z resztą kapłanów, którzy kolejno rozrywali ciało mojej dziewczyny na kawałki, lizali rany i znowu gryźli.
Nie mogłem na to patrzeć, lecz bardzo chciałem coś zrobić. Słyszałem tylko wycie i skomlenie, a w moją stronę poleciał kawałek skóry Kate, która momentalne zregenerowała się i została ponownie rozszarpana. Dziewczyna krzyczała, ale nie mogła się ruszyć, bo wilki oblegały ją z każdej możliwej strony. To było dla mnie zbyt wiele. Pragnąłem rzucić się w obronie, ale siłą woli powstrzymywałem się, gdyż wiedziałem jakie skutki może mieć przerwanie rytuału. A tego nie chciałem.
Weszliśmy do jaskini i momentalnie usłyszeliśmy głośne bębny, a chwilę później ujrzałem moją matkę- kapłankę, która modliła się do Wielkiej Wilczycy. Słysząc kroki poderwała się do góry. Mój wewnętrzny wilk czujnie obserwował otoczenie, by w każdej chwili móc zareagować. Zacisnąłem mocno zęby i oddałem dziewczynę w ręce reszty.
-Kate- powiedziała, lekko kiwając głową na przywitanie. Wskazała ręką na wielki, wyrzeźbiony głaz, który prawdopodobnie miał być czymś na wzór ołtarza.- Niech rytuał rozpocznie się!
W tym momencie bicie w bębny przybrało na sile, ludzie wyli, a wszyscy zgromadzeni wstali. Matka poprosiła Kate, by położyła się na kamieniu i papką z ziół namalowała jej na czole oraz brzuchu Znaki Księżyca, poczym w Pradawnym Języku Wilków rozpoczęła modlitwę. Wciąż pozostawałem w stanie gotowości, lecz wiedziałem, że teraz nic nie mogę już zrobić. Nie chciałem takiej przyszłości dla mojej dziewczyny. Zawsze sądziłem, że pobierzemy się i spędzimy resztę życia wśród gromady krzyczących bachorków. Nie spodziewałem się zupełnego zwrotu akcji.
Wszyscy tańczyli w rytmie, który wybijały bębny, a moja rodzicielka położyła ręce na znakach, unosząc głowę wysoko. Jej oczy nagle przybrały białą fosforyzującą barwę, a Kate dostała drgawek. Z rąk matki zaczęły wyrastać pazury i rozpoczęła się transformacja w wilka. W głowie zapaliła mi się czerwona lampka i już byłem gotowy do obrony, gdy to samo stało się z resztą kapłanów, którzy kolejno rozrywali ciało mojej dziewczyny na kawałki, lizali rany i znowu gryźli.
Nie mogłem na to patrzeć, lecz bardzo chciałem coś zrobić. Słyszałem tylko wycie i skomlenie, a w moją stronę poleciał kawałek skóry Kate, która momentalne zregenerowała się i została ponownie rozszarpana. Dziewczyna krzyczała, ale nie mogła się ruszyć, bo wilki oblegały ją z każdej możliwej strony. To było dla mnie zbyt wiele. Pragnąłem rzucić się w obronie, ale siłą woli powstrzymywałem się, gdyż wiedziałem jakie skutki może mieć przerwanie rytuału. A tego nie chciałem.
***
Kate
Obudziłam się cała w bandażach i z obolałym
ciałem. Delikatnie poruszyłam oczami w obawie, że nawet ten niewielki ruch
sprawi mi ból. Na szczęście nie poczułam żadnej zmiany i gdy już zapoznałam się
z moim nowym ciałem spróbowałam podnieść rękę, lecz to nie było już takie
przyjemne. Jęknęłam cicho, czym najwyraźniej zbudziłam drzemiącego nieopodal
Tommiego.
-Kate, kochanie, jak się czujesz?- spytał niemal na jednym tchu. Wyglądał jakby dopiero zasnął, co wprawiło mnie w niewielkie zakłopotanie, bo wszystko to było z mojego powodu. Zauważył, że przyglądam się jego zmęczonej twarzy i szybko przetarł dłońmi oczy, nie wiedząc że nadal wyglądał tak samo. Powoli rozchyliłam suche usta, nabrałam trochę powietrza i wyszeptałam:
-Pić.- Mój głos zabrzmiał wręcz nieprawdopodobnie wysoko, czym przeraziłam samą siebie. W czasie gdy Tommy nalewał mi do szklanki wody ja kontynuowałam.- Dlaczego nie mam prawie żadnych wspomnień z rytuału? Ostatnie co pamiętam to to, że twoja matka namalowała i jakieś znaki na ciele. Co było dalej? Opowiesz mi?
Z wielkim wysiłkiem wzięłam łyka cieczy i z powrotem zamknęłam oczy.
-Rozerwali cię- powiedział dziwnie zachrypniętym głosem Tommy. Niespecjalnie wiedziałam o co chodzi, ale widząc jak wielką trudność sprawiło mu wymówienie tych dwóch wyrazów, postanowiłam chwilowo dać za wygraną i w ramach przeprosin uśmiechnęłam się delikatnie.
-Kiedy będę mogła zacząć chodzić?
-Na razie odpoczywaj. Jak tylko poczujesz się lepiej, porozmawiam z matką. Zwykle na drugi dzień nowe wilki zmieniają się- odpowiedział i złapał mnie za rękę.- Poza tym, że będziesz musiała dowiedzieć się kilku podstawowych rzeczy o transformacjach i tak dalej.
Prawdę mówiąc już czułam się trochę lepiej, ale wiedziałam, że mimo to nie wyjdę jeszcze z łóżka. Chciałam nabrać jak najwięcej sił, bo z moich obserwacji wynikało, że wilki prowadzą całkiem ruchliwy tryb życia. Jeszcze nie zdecydowałam się w jakiej postaci pozostanę, ale mieszkanie w lesie wśród innych zwierząt wydawało się całkiem przyjemną alternatywą zwykłego ludzkiego życia.
Bycie wilkiem w ogóle jest całkiem przyjemne- usłyszałam w swojej głowie. Trochę mnie to przeraziło, ale wolałam to na razie zignorować.
-Prześpij się jeszcze- wyrwał mnie z rozmyślań Tommy.- Ja zrobię to samo.
Nie miałam nic przeciwko temu, więc dałam mu buziaka i zamknęłam oczy. Sen przyszedł nad wyraz szybko.
-Kate, kochanie, jak się czujesz?- spytał niemal na jednym tchu. Wyglądał jakby dopiero zasnął, co wprawiło mnie w niewielkie zakłopotanie, bo wszystko to było z mojego powodu. Zauważył, że przyglądam się jego zmęczonej twarzy i szybko przetarł dłońmi oczy, nie wiedząc że nadal wyglądał tak samo. Powoli rozchyliłam suche usta, nabrałam trochę powietrza i wyszeptałam:
-Pić.- Mój głos zabrzmiał wręcz nieprawdopodobnie wysoko, czym przeraziłam samą siebie. W czasie gdy Tommy nalewał mi do szklanki wody ja kontynuowałam.- Dlaczego nie mam prawie żadnych wspomnień z rytuału? Ostatnie co pamiętam to to, że twoja matka namalowała i jakieś znaki na ciele. Co było dalej? Opowiesz mi?
Z wielkim wysiłkiem wzięłam łyka cieczy i z powrotem zamknęłam oczy.
-Rozerwali cię- powiedział dziwnie zachrypniętym głosem Tommy. Niespecjalnie wiedziałam o co chodzi, ale widząc jak wielką trudność sprawiło mu wymówienie tych dwóch wyrazów, postanowiłam chwilowo dać za wygraną i w ramach przeprosin uśmiechnęłam się delikatnie.
-Kiedy będę mogła zacząć chodzić?
-Na razie odpoczywaj. Jak tylko poczujesz się lepiej, porozmawiam z matką. Zwykle na drugi dzień nowe wilki zmieniają się- odpowiedział i złapał mnie za rękę.- Poza tym, że będziesz musiała dowiedzieć się kilku podstawowych rzeczy o transformacjach i tak dalej.
Prawdę mówiąc już czułam się trochę lepiej, ale wiedziałam, że mimo to nie wyjdę jeszcze z łóżka. Chciałam nabrać jak najwięcej sił, bo z moich obserwacji wynikało, że wilki prowadzą całkiem ruchliwy tryb życia. Jeszcze nie zdecydowałam się w jakiej postaci pozostanę, ale mieszkanie w lesie wśród innych zwierząt wydawało się całkiem przyjemną alternatywą zwykłego ludzkiego życia.
Bycie wilkiem w ogóle jest całkiem przyjemne- usłyszałam w swojej głowie. Trochę mnie to przeraziło, ale wolałam to na razie zignorować.
-Prześpij się jeszcze- wyrwał mnie z rozmyślań Tommy.- Ja zrobię to samo.
Nie miałam nic przeciwko temu, więc dałam mu buziaka i zamknęłam oczy. Sen przyszedł nad wyraz szybko.
Rozdział 13
Kate
Kiedy już mogłam bez żadnych wątpliwości
wyjść z łóżka, Tommy trzymał mnie za rękę i podtrzymywał w talii. Postawiłam
pierwszy krok i zachwiałam się lekko, po chwili stojąc już pewnie na ziemi.
Wokół stało kilka osób, które bacznie się przyglądały. Były to głównie dzieci,
ciekawe tego co się wydarzy.
-Zaraz nastąpi TA chwila- rzekła mama Tommiego pokazując ręką w stronę drzwi.
Nie miałam pojęcia co dokładnie oznaczał wyraz „ta”, ale podświadomie czułam, że za chwilę będę obiektem zainteresowania jeszcze większej ilości ludzi.
Po rytuale i przeleżeniu dwóch dni w łóżku czułam się dość dziwnie: moje zmysły były wyostrzone, a w głowie panował zupełny chaos. Na niczym nie mogłam się skupić i co jakiś czas słyszałam ten sam głos. Jakby sumienie, ale nie do końca.
Nie jestem twoim sumieniem- odpowiadał za każdym razem, gdy zaczęłam się nad tym zastanawiać.
Poczułam dłoń mojego chłopaka na ramieniu.
-Chodźmy- szepnął, a ja posłuchałam. Trzymając go mocno za rękę, szłam w kierunku drzwi frontowych. Stanęliśmy na tarasie. Tommy zdjął koszulę i spodnie, po chwili zostając w samych majtkach. Również się rozebrałam, ale zostawiłam jeszcze stanik.
-Wsłuchaj się w swojego wewnętrznego wilka. On powie ci co powinnaś zrobić.
Zrobiłam jak kazał i zburzyłam w głowie mur, którym do tej pory starałam się blokować niechciane głosy.
Miło w końcu mieć możliwość powiedzenia czegoś- usłyszałam, a On wyczuł moją desperację.-Weź głęboki oddech. Poczuj w sobie moje wibracje i uwolnij je. Zamknij oczy, skup się na nich, poczuj jak twoje mięśnie rozluźniają się i kurczą w jednym momencie. Zmień się.
W tej chwili ogarnęła mnie fala tych emocji, poczułam w mięśniach ciepło i moje ciało nagle stało się niesamowicie plastyczne. Widziałam jak na ciele pojawia mi się białe futro, a zamiast dłoni wyrastają łapy. W głowie poczułam pustkę, a zamiast myśli, były obrazy. Nim się obejrzałam byłam już wilkiem. Stałam koło Tommiego, który również był już zwierzęciem. Wyszłam z majtek i stanika, wesoło podskakując potruchtałam po schodach na dwór. Zobaczyłam w głowie obraz mnie i mojego chłopaka w wilczych postaciach, pływających w jeziorze. Spojrzałam na niego i szczeknęłam radośnie. Pobiegliśmy razem w stronę lasu, zupełnie nie spodziewając się zagrożenia.
-Zaraz nastąpi TA chwila- rzekła mama Tommiego pokazując ręką w stronę drzwi.
Nie miałam pojęcia co dokładnie oznaczał wyraz „ta”, ale podświadomie czułam, że za chwilę będę obiektem zainteresowania jeszcze większej ilości ludzi.
Po rytuale i przeleżeniu dwóch dni w łóżku czułam się dość dziwnie: moje zmysły były wyostrzone, a w głowie panował zupełny chaos. Na niczym nie mogłam się skupić i co jakiś czas słyszałam ten sam głos. Jakby sumienie, ale nie do końca.
Nie jestem twoim sumieniem- odpowiadał za każdym razem, gdy zaczęłam się nad tym zastanawiać.
Poczułam dłoń mojego chłopaka na ramieniu.
-Chodźmy- szepnął, a ja posłuchałam. Trzymając go mocno za rękę, szłam w kierunku drzwi frontowych. Stanęliśmy na tarasie. Tommy zdjął koszulę i spodnie, po chwili zostając w samych majtkach. Również się rozebrałam, ale zostawiłam jeszcze stanik.
-Wsłuchaj się w swojego wewnętrznego wilka. On powie ci co powinnaś zrobić.
Zrobiłam jak kazał i zburzyłam w głowie mur, którym do tej pory starałam się blokować niechciane głosy.
Miło w końcu mieć możliwość powiedzenia czegoś- usłyszałam, a On wyczuł moją desperację.-Weź głęboki oddech. Poczuj w sobie moje wibracje i uwolnij je. Zamknij oczy, skup się na nich, poczuj jak twoje mięśnie rozluźniają się i kurczą w jednym momencie. Zmień się.
W tej chwili ogarnęła mnie fala tych emocji, poczułam w mięśniach ciepło i moje ciało nagle stało się niesamowicie plastyczne. Widziałam jak na ciele pojawia mi się białe futro, a zamiast dłoni wyrastają łapy. W głowie poczułam pustkę, a zamiast myśli, były obrazy. Nim się obejrzałam byłam już wilkiem. Stałam koło Tommiego, który również był już zwierzęciem. Wyszłam z majtek i stanika, wesoło podskakując potruchtałam po schodach na dwór. Zobaczyłam w głowie obraz mnie i mojego chłopaka w wilczych postaciach, pływających w jeziorze. Spojrzałam na niego i szczeknęłam radośnie. Pobiegliśmy razem w stronę lasu, zupełnie nie spodziewając się zagrożenia.
Rozdział 14
Kate
Biegłam razem z Tommym łeb w łeb między drzewami. Rozglądałam się uważnie,
mój węch był wyostrzony. Czułam zapach lasu, jeziora i mchu. Jednak jedna woń
szczególnie się wyróżniała. Pachniała mokrą sierścią, sianem i mięsem. Przede
wszystkim mięsem. Zaintrygowało mnie to i zboczyłam z kursu w stronę
wydobywającego się aromatu. Tommy poczuł to samo i posłał mi w myślach obraz
młodej sarny. W miarę jak zbliżałam się do zwierzęcia, czułam coraz
intensywniej jej zapach. Ślina napłynęła mi do ust.
Musisz się do niej zakraść. Nie
spłosz jej.
Posłuchałam się głosu z mojej głowy. Gdy tylko ujrzałam łanię, lekko
zgarbiłam się i spojrzałam na Tommiego. Obserwowałam jego łagodne ruchy,
miękkie opuszki stąpające po leśnym runie, ogon, który delikatnie ruszał się w
rytm wiejącego wiatru. Starałam się robić to samo. Kiedy już byliśmy bardzo
blisko sarny, jednocześnie wyskoczyliśmy i zaatakowaliśmy zwierzę, które nie
miało szans z dwoma dużymi wilkami. Zabiliśmy ją szybko i zabraliśmy się do
uczty. Odrywałam kawałki mięsa i dokładnie przeżuwałam, w czym pomagało mi nowe
uzębienie. Niesamowity smak rozpływał się po języku. Krew zdobyczy spływała mi
po pysku. Chwilę później Tommy poderwał głowę do góry, a ja wciąż byłam
zaaferowana jedzeniem. Usłyszałam tylko głośne warknięcie. Reszta wydarzeń
potoczyła się w ułamku sekundy. Obróciłam głowę w kierunku hałasu. Trzech
Valentów szarpało się z Tommym. Jednym susem dołączyłam do walki, chwyciłam
jednego z przeciwników za kark i wgryzłam się mocno. Poczułam w pysku smak krwi
i niesamowity ból w szyi. Zaskomlałam głośno, ale nie poddawałam się. Wyrwałam
się spod szczęk wroga i z pazurami skoczyłam na srebrną wilczycę. Straciłam
przytomność.
Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam nad sobą zatroskaną twarz Tommiego i jego
matkę. Na karku miałam okład, który nie pachniał najprzyjemniej, jak ślina.
Wtedy przypomniało mi się, że właśnie ta wydzielina wilkołaków ma właściwości
lecznicze. Obrzydliwe mieć coś takiego tak niedaleko nosa.
-Co się tam stało? –spytałam w końcu i podciągnęłam się do pozycji
siedzącej. Widziałam że Tommy jest cały i zdrowy, ja też czułam się nie
najgorzej.
-Jestem pewien, że znasz odpowiedź. –Chłopak zacisnął pięści i ruszył w
stronę drzwi, rzucając tylko szybkie „Zaraz wracam”. Później słyszałam już
tylko stłumione przez grube ściany odgłosy kłótni. Stephanie pokręciła
bezsilnie głową i pomogła mi wstać. Nie czułam bólu w żadnej z kończyn, więc
pewnie ruszyłam do toalety.
Tommy
-Ona wciąż jest zbyt cenna!- krzyczałem do ojca. –Nie możemy tak po prostu
jej zostawić! Dobrze wiesz, że sobie nie poradzi.
-Thomas, będziemy mieli same kłopoty. –Podszedłem do okna i wlepiłem wzrok
w drzewa. Nie mogę pozwolić, żeby członkowie watahy oddali Kate Valentom.
-Przecież oni ją zabiją! Zabiją i podrzucą nam pod samiuteńkie drzwi! I
jeszcze będą chcieli zapłaty. Tego chcesz? Naprawdę aż tak bardzo mnie
nienawidzisz, że jesteś w stanie poświęcić moją dziewczynę dla chwili bez
kłopotów?!
-Thomasie, przestań krzyczeć. Musimy jakoś to rozwiązać.
-Na pewno nie tak. Po moim trupie!- krzyknąłem i wybiegłem z pokoju.
Rozdział 15
Kate
Usiadłam na obramowaniu wanny i
zatopiłam twarz w rękach. Nie miałam pojęcia, dlaczego akurat ja byłam na czele
listy poszukiwanych u Valentów. Wiedziałam jednak, że nie mogę się poddać bez
walki. W tej samej chwili do łazienki wszedł Tommy.
-Musimy uciekać. Mój ojciec chce cię wydać. Już jesteś spakowana.
-Ale… Ja nic nie rozumiem.
-Później ci wytłumaczę. Teraz nie mamy czasu. –Chwycił mnie za rękę i
pociągnął w stronę stojącego na podwórku Jeepa. Usiadłam na miejscu pasażera i
zapięłam pasy. Chwilę później pędziliśmy autostradą do Chicago, a ja słuchałam
skomplikowanych tłumaczeń Tommiego.
Gdy dojechaliśmy do hotelu rozpoczęliśmy realizację planu. Miałam się
zmienić z wilka, a ponieważ nie jestem zbyt duża jak na wilcze standardy,
bardziej przypominam psa niż wilka. Schowałam się za dużym kontenerem ze
śmieciami i rozpoczęłam transformację. Parę minut później wyszłam do Tommiego z
ubraniami w zębach, licząc na to, że nikt nie widział tego niecodziennego
zjawiska. Chłopak założył mi na szyję obrożę i przypiął do niej smycz, z czego
nie byłam niestety zadowolona. Weszliśmy do budynku. Miałam ochotę uśmiechnąć
się, gdy zobaczyłam wyraz przerażenia na twarzy recepcjonistki.
-Miałem rezerwację na pokój numer 176.
Tommy
-Pan Thomas Georgen?
Płaci pan gotówką?- zapytała młoda recepcjonistka o bardzo ładnych, zielonych
oczach. Wyciągnęła klucz i postawiła go obok kilkudziesięciu dolarów, które
położyłem.
-Wolałbym tak. Wie
pani jak to jest, nie chcemy zostać znalezieni- powiedziałem i uśmiechnąłem
się. Po takich słowach nikt nie będzie podejrzewał, że się ukrywamy.
-W porządku.-
kobieta odpowiedziała mi równie dużym uśmiechem.- Ma pan bardzo ładnego psa. No
cóż, życzę dobrej nocy.
Wyszedłem z
recepcji i odszukałem zarezerwowany pokój. Wewnętrzny wilk był czujny i
przygotowany w razie ataku, Kate również sprawiała wrażenie skupionej. Wolno
przekręciłem klucz w zamku i ostrożnie przekroczyłem próg pokoju. Nic niezwykłego
nie zwróciło mojej uwagi, ale dla pewności sprawdziłem całe pomieszczenie.
Pusto. Pozwoliłem Kate zmienić się w samotności i razem poszliśmy spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz